12 Obserwatorzy
44 Obserwuję
Sasetka

Zakładka

 

 Ja jak zakładka - zawsze w książce.

Kobiece pragnienia, kobiece namiętności, czyli "Upadłe damy II Rzeczypospolitej" Kamila Janickiego

Historia

 

Upadle Damy okladka

„Upadłe damy II Rzeczpospolitej” Kamila Janickiego to zbiór historii o kilku szalonych, odważnych i zamożnych kobietach z Dwudziestolecia Międzywojennego. Miały naprawdę wiele – nazwisko, długą historię rodową, majątek, rodzinę – a jednak pewna tajemnicza moc popychała je do czynów moralnie wątpliwych i obłąkanych. Może miłość? Może samotność? A może chciwość? Trudno powiedzieć, bo jak to bywa z namiętnościami, jak tylko nami zawładną, stajemy się zupełnie nieobliczalni i gotowi zrobić wszystko, by tylko osiągnąć zamierzony cel. To niezdrowe pragnienie spełnienia kiełkowało we wszystkich tych bohaterkach tak długo, aż wydało owoc.

 

Serię opowieści rozpoczyna prawdziwa księżniczka, zakochana do szaleństwa Zyta Woroniecka, która decyduje o losie swojego wybranka i ostatecznie wymierza mu nieodwracalną karę. Zaraz po niej pojawia się tajemnicza szantażystka wraz z tragiczną "matką chrzestną" - Wandą Parylewiczową - wyłudzającą całkiem pokaźne sumy pieniędzy od niby niczego nieświadomych bliższych i dalszych „znajomych”. To moje ulubione bohaterki. Silne, sprytne i romantyczne kobiety, które nie dają sobie w kaszę dmuchać. Zdecydowanie posiadają potencjał literacki i z powodzeniem mogłyby odegrać rolę czarnego charakteru w niejednej powieści, w niejednym filmie. Zauważa to również sam Kamil Janicki, który rozpoczyna każdą historię tak, jak to robią pisarze specjalizujący się w kryminalnej prozie. Zwykły dzień, zwykła kobieta, zwykły mężczyzna i nagle „pach!” - zbrodnia, wykroczenie, dochodzenie, rozprawa, więzienie.

 

Zapoznajemy się z bardzo sensacyjną, prasową wersją poszczególnego wydarzenia, zaglądamy w kuluary życia głównych bohaterek, a następnie uczestniczymy w sądowej i państwowej weryfikacji wszystkich tych przewinień i występków. Kiedy tak trwałam w tych wszystkich historiach, zastanawiałam się jednocześnie, czy rzeczywiście w moim ręku leży książka, czy może nasza, najpopularniejsza gazeta codzienna „Fakt”. Myślę, że niejeden współczesny dziennikarz czeka z niecierpliwością na tego rodzaju kąski i smaczki, którymi można bawić się na łamach brukowca przez wiele tygodni, miesięcy, a nawet lat.

 

Wydaje się, że jest to zarówno wada, jak i zaleta tej książki. Z jednej strony dobry styl Janickiego, lekkość opowiadanych historii i całkiem sprawnie budowane napięcie, a z drugiej wkrada się poczucie niedosytu, jakiś brak, który sprawia, że książka jako całość jest niepełna. Trudną ją nazwać historyczną rozprawą, bo mimo, że posługuje się materiałami z epoki i trzyma się realiów, nie opisuje szerzej problemów związanych z ówczesnym wymiarem sprawiedliwości. Jedynie je podkreśla i wskazuje, że takie istniały. Przedstawia kraj, który wciąż boryka się z uporządkowaniem państwowego prawa i stara się nadążyć za wszystkimi nadchodzącymi zmianami. Polskie władze niby wprowadzają nowe przepisy, nowe zasady, ale główny problem kastowości społeczeństwa, w którym najzamożniejszym i wysoko urodzonym wiele się wybacza, pozostaje. Nie jest to też książka o psychologii, czy socjologii kobiecej zbrodni, co byłoby chyba czymś, czego najbardziej bym oczekiwała. W końcu jako przedstawicielka opisywanej płci z przyjemnością poczytałabym studium, które w mroczny i nieszablonowy sposób opisywałoby kobiece szaleństwo i jego namiętności.